sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział IV. Nieoczekiwane spotkanie

Jacek stanął tak, jakby chciał mnie przed kimś obronić. Na dodatek z każdej mojej strony stanęły strzygi. Po lewej stał Mojmir, po prawej - Eric. Widziałam, że koło Jacka stoi Shaunee i Meybell, więc za mną musiała stać Maylin. Nieopodal nas znajdowała się Abbie, ale to co mnie w tym najbardziej zdziwiło, to fakt, że trzymała miecz i tarczę.
Po jakimś czasie, ja również zaczęłam słyszeć, że ktoś biegnie w naszą stronę. Najpierw był to malutki szum, jednak z każdą chwilą narastał, słyszałam go coraz bardziej.
Na początku zza drzew wyłonił się chłopak, z jasnymi brąz włosami, a za nim była czarnowłosa i blondynka. Nawet nie zauważyłam, kiedy Jacek rzucił się na chłopaka, obezwładniając go, a Shaunee i Meybell zrobiły to samo z towarzyszkami nieznajomego.
- Nie róbcie im krzywdy ! - krzyknęła Abbie, po czym rzuciła się w stronę Jacka - Christian !
- Abbie ? Co ty tu... ? - wymamrotał, ponieważ nadal był przyciśnięty do ziemi.
- Później ci wszystko wytłumaczę. Jacek puśćcie ich !
- Dlaczego mamy to robić ?! - Krzyknęła Shaunee - Przecież jak to zrobimy, oni nas zabiją.
- Dopóki nie zrobicie krzywdy Abiegail, nic się wam nie stanie - powiedział szatyn.
Jacek, niepewnie wypuścił Christiana, ale od razu po tym zjawił się koło mnie. Eric, Mojmir i Maylin już odeszli ode mnie, jednak mój obrońca myślał, że nadal potrzebuję ochrony. Nienawidzę tego damora.
Moja kuzynka była w ramionach manpira, w momencie gdy wszystko zaczęło mi się układać. Mój trzynastoletni móżdżek podsunął mi pewne pytanie, które musiałam zadać Abbie, bo inaczej mogłabym potraktować to jak grzech.
- Abbie, kto to jest ?
- To... jest Christian. Mój chłopak.
- Co tu robi ?
Zadawałam kilka rożnych pytań na które ona nie znała odpowiedzi. Zmęczona moją dziecinną ciekawością, sama zapytała.
- Christian. Co wy tu robicie ?
- Nasza szefowa, Rose, wyczuła w okolicy strzygi - spojrzał na Jacka z niesmakiem - I wysłała nas. Mieliśmy się ich pozbyć, ale jak widać, chyba się nie uda.
- Jakbyście nas zabili - zaczął Mojmir - to ta tu obecna Janice miałaby duży problem.
- To znaczy ? - spojrzał na mnie chłopak mojej kuzynki. Nie mogłam się do tego przyzwyczaić. Dlaczego nie powiedziała mi, że ma chłopaka ?
- Janice chce się dowiedzieć kto jest jej boskim rodzicem. My jej w tym pomagamy, co co najmniej trochę, skróci jej podróży. Zresztą, z tego co wiem strzyg boi się tak wiele stworzeń, że pod naszą ochroną nic jej nie zagraża. Ale skoro chcecie nas zabić...
- Czekaj ! To... jest poważna sprawa. Temu musi się przyjrzeć Rose. Elizabeth ! Mary !
- Tak ? - Odpowiedziały równocześnie manpirki.
- Idźcie po Rose. Ona musi o tym usłyszeć.
- Jasne, ale... uważaj na siebie - odpowiedziała blondynka i przejechała wzrokiem po wszystkich strzygach, jakby chciała mu pokazać, kto tu jest zagrożeniem. A może rzeczywiście to robiła ?
- Zawsze uważam. Idźcie !
Manpirki zaczęły biec. Może nie były tak szybkie jak strzygi, bo od nich to chyba nie da się być szybszym. Jednak były one o wiele szybsze od każdego człowieka.
- A ty ? Czemu tu zostałeś, czubku ?! - zapytała jak zwykle opryskliwie Shaunee.
- Myślisz, że zostawię je same z kimś takim ja ty ? Chyba coś ci się w głowie pomieszało !
- Christian, spokojnie. Chodź, musimy pogadać. - powiedziała spokojnie Abbie.
- A co z twoją kuzynką ? - zapytał już trochę bardziej spokojny Christian.
- O nią się nie martw. Jacek zabije każdego, kto zrobi jej chociaż małą rankę.
- Nie jestem pewny...
- Zaufaj mi.
- Gdyby tu nie chodziło o strzygi...
- Będziecie tak dalej wytrącać mnie z równowagi, czy może w końcu stąd pójdziecie ? - zapytała Shaunee - Czubku weź się ogarnij i nie martw się - przewróciła oczami - Jacek nie pozwala nam się do niej zbliżyć.
- Skoro tak to wygląda... Chodźmy Abbie.
Abbie i Christian poszli w stronę naszego namiotu. Miałam wrażenie, że to nie miał być koniec konfliktów. Jeszcze było dużo przede mną.

piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział III. Damor.

Odeszli. Nagle cała szóstka jakby rozpłynęła się w powietrzu. Razem z Abbie poszłyśmy tam, gdzie stał nasz namiot i nasze rzeczy. Jak przyszła do mnie nawet nie zauważyłam, że wzięła torbę z wieloma rzeczami, które zapewne były ubraniami. Wolałam nie wtykać nosa w nieswoje sprawy.
Złożyłyśmy namiot, więc sięgnęłam do mojej torby. Wcześniej nie zauważyłam, że wystaje z niej jakaś kartka. Schowałam ją tak by Abbie nie zauważyła. Gdy już upewniłam się, że nie widzi mnie, przeczytałam zawartość kartki. Były to tylko cztery słowa napisanie pięknym pismem.
Później ci wytłumaczę
Jacek

Napisał dla mnie kartkę... po co ? Nie widziałam w tym najmniejszego sensu. Domyślałam się, że chodzi o to, o czym jego świta rozmawiała wcześniej. Nie rozumiałam kompletnie tego co się dzieje, od czasu kiedy dowiedziałam się, że jedno z moich rodziców, nim nie jest, ale teraz... mam jeszcze większy mętlik w głowie.
- Janice ?
- Tak Abbie ? - zapytałam z lekkim opóźnieniem, miałam jednak nadzieję, że moja kuzynka tego nie zauważyła.
- Jesteśmy spakowane. Jesteś pewna, że chcemy mieszkać ze strzygami. Może to się bardzo źle skończyć.
- Abbie. Jestem tego pewna, tak jak tego, że nazywam się Janice.
- No dobrze... Ale miej na uwadze fakt, że Jacek i ta jego banda mogą nas wplątać w coś, co może mieć przykre konsekwencje.
- On nic takiego nie zrobi ! Chodźmy już – powiedziałam oschle, chociaż, po tym co mi powiedziała, nie byłam już taka pewna tego, że Jacek mnie w nic nie wplącze.
Wyruszyłyśmy w stronę ogniska. Otaczająca mnie przyroda uspokajała mnie i jednocześnie dołowała. Krzewy były dla mnie jak maluchy które podnosiły mnie na duchu, bo widziałam wszystko co mnie otacza, jednak gdy spojrzałam w górę, ujrzałam koronę drzew przez którą znowu czułam się ograniczona, jeśli chodzi o pole widzenia. Nigdzie nie było widać nawet małego budynku, choćby leśniczówki. Tylko drzewa, krzaki, paprocie, mchy i trawa. W pewnym momencie nawet zaczęła mnie nudzić ta wędrówka i zaczęłam liczyć kamienie które mijałam.
W połowie drogi usłyszałam ruch, a zaraz po tym obok mnie pojawił się Jacek. Oczywiście nie wyglądał jakby biegł przez las. Miałam wrażenie jakbym nie stała obok strasznego strzygi, tylko koło modela.
- Hey.
- No cześć.
- Jak się czujesz Janice ? - zdziwiło mnie trochę to pytanie, ale starałam się odpowiedzieć szczerze, choć trochę podenerwowana.
- A jak mam się czuć ? Idę do obozu rzekomo najgorszych potworów na świecie, większość z nich za mną nie przepada a do tego nie mam mojego kochanego łóżka.
- No cóż na to łóżko nic nie mogę poradzić, ale moi znajomi...
- Twoi znajomi co ?
- Powiedzmy, że już nie będę cię źle traktować.
- Wymusiłeś to na nich – Raczej stwierdziłam niż zapytałam.
- A czy to takie ważne ?
- Dla mnie tak.
- Abbie ? - zamiast mi odpowiedzieć zwrócił się do mojej kuzynki.
- Tak ? - odpowiedziała na dźwięk swojego imienia.
- Dasz radę dojść do obozu sama ?
- Jasne... a co się dzieje ?
- Chciałbym... coś pokazać Janice.
- No dobra...
- Super, dzięki. Janice, wskakuj mi na barana !
- Co ?! - wymsknęło mi się z wrażenia. Pomyślałam, że mógł na łeb upaść – Żartujesz sobie ? Nie uniesiesz mnie.
- Jestem w stanie unieść ciężarówkę bez problemu. A ciebie to już w ogóle – powiedział, po czym przewinął oczami, jakby go już nudziło tłumaczenie mi wszystkiego. Ale co on w końcu sobie myślał ? Że tak nagle wszystko pojmę ?
- No dobra...
Podeszłam do niego. Położyłam ręce na jego ramionach, po czym... wskoczyłam. Nie byłam do tego zbytnio przekonana, ale... no cóż. Żyć nie umierać. Zdziwiło mnie z jaką łatwością mnie trzymał, bo do najmniejszych to ja nie należę.
Złapał moje nogi w dość mocnym uścisku. Nagle poczułam się pewna i bezpieczna.
- Gotowa.
- Nie.
- To dobrze.
I zaczął biec. Nie. Biec to za mało powiedziane. Nie byłam w stanie na niczym się skupić, bo wszystko wydawało mi się rozmazane. Właściwie to miałam wrażenie, jakbyśmy się teleportowali, bo już po 2 czy 3 sekundach byliśmy na miejscu.
- Wow. - westchnęła, bo trochę mi się kręciło w głowie – Naprawdę jesteś szybki.
- Eh... - zarumienił się – to tylko jedna z zalet bycia strzygą.
Mówiąc „strzyga” nie mówił tak jak moja kuzynka – z pogardą i nienawiścią. On wypowiadał to słowo jakby bycie strzygą było równoznaczne z byciem bogiem. Kiedyś, byłoby to dla mnie nierealne, ale teraz... gdy dowiedziałam się, że jeden z bogów z mitologii jest moim rodzicem... nie wiedziałam już w co mam wierzyć a w co nie.
- Tak ? - zapytałam – A jakie inne zalety jeszcze widzisz w byciu strzygą ?
- No cóż... oprócz tego, że jestem bardzo szybki, co już zdążyłaś zauważyć, to nie muszę spać, jestem nieśmiertelny, silny, no i może nie jest to cecha wspólna strzyg, ale bardzo wiele osób mojego gatunku nie skarży się na brak majątku.
- Hmmm... może i nie jestem jakoś bardzo szybka czy silna, ale o braku kasy, w moim przypadku, nie można mówić.
- Powiedz mi coś o sobie – nagle bardzo się do mnie przybliżył. Gdyby nie to, że jest ode mnie wyższy o jakieś 30 centymetrów, to stykalibyśmy się czołami – proszę, chciałbym coś więcej o tobie wiedzieć, niż to, że masz na imię Janice, 170 centymetrów wzrostu, zielone oczy i jesteś szatynką.
- A jak ci opowiem, to ty powiesz mi coś o sobie ?
- Obiecuję.
- No dobra... Zanim uciekłam mieszkałam w największej rezydencji w Horspolis. Jestem córką króla. Chociaż... sama nie wiem. Przez moją starszą, zazdrosną siostrę uciekłam. Nasz ojciec, powiedział, że to ja mam być królową, a ona nie mogła pogodzić się z tym faktem.
- A jak nazywa się twoja siostra ?
- Annabeth. A ty ? Masz jakieś rodzeństwo ?
- Nie lubię o tym rozmawiać. Mam brata, ale... on nie jest taki jak ja.
- Jak to ? - zdziwiłam się faktem, że jego brat mógłby nie być taki jak on. Rozumiem, że z wyglądu, ale po jego tonie wywnioskowałam, że chodziło mu raczej o to, że jego brat nie jest strzygą.
- Mój brat... nie chciał nieśmiertelności, siły i szybkości. Wolał być słabym, śmiertelnym i powolnym wampirem – ostatnim słowem jakby splunął.
- Jak się nazywa ?
- Damien. Może dziwnie to dla ciebie zabrzmi, ale ma 150 lat.
- Ile ?! To ile ty masz co ? Nie wyglądasz na kogoś kto ma więcej niż 20 lat, nie mówiąc już o 100 latach.
- Pewna jesteś ? To sobie wyobraź, że przedwczoraj miałem 201 urodziny.
- Czekaj... 25 lipca ?
- No tak, bo dzisiaj jest 27.
- Mamy tego samego dnia urodziny.
- Ooo... to dlatego...
- Co dlatego ?
- Bardzo chciałbym ci powiedzieć, ale nie mogę dopóki nie dowiesz się który z bogów jest twoim rodzicem.
- Wiesz kto jest moją matką bądź ojcem ?
- Tak... Bogowie mają specyficzne zasady, które nie pozwalają mi powiedzieć.
- To nie fair.
Usłyszeliśmy szmer. Zza krzaków zaczęła wychodzić jakaś postać. Na szczęście była to Abbie.
- O czym tak rozmawiacie ?
- No wiesz... właśnie się dowiedziałam, że Jacek wie kto jest moim boskim rodzicem i nie może mi powiedzieć. Słyszę to codziennie.
- Janice musisz się nauczyć modulacji głosu, bo twoja ironia średnio ci wyszła. - następne zdanie skierowała do Jacka – Rozumiem, że nie możesz jej powiedzieć, ale pomóc to chyba możesz, co ?
- Gdybym umiał to bym wam pomógł. Mogę was wspierać w czasie podróży, ale to wszystko.
- Podróży ?! - krzyknęłam.
- Tak Janice, musimy wyruszyć w podróż, żeby się dowiedzieć. Dobra zostawię was samych.
- Mojmir ! - krzyknął Jacek.
- Tak ? - odpowiedział niebiesko włosy.
- Pomożesz Abbie rozłożyć namiot dla niej i Janice ?
- Jasne, nie ma sprawy. Chodź Abbie.
Mojmir poszedł razem z moją kuzynką do obozu. Ja zostałam sama z Jackiem, a, co wydało mi się dziwne, w okolicy ptaki nie wydały z siebie najmniejszego dźwięku.
- Wytłumaczysz mi może o co chodzi z kartką napisaną przez ciebie ?
- Oh... Tak. Wiedziałem, że tylko w ten sposób będę mógł ci przekazać, ostrzeżenie dotyczące rozmowy, która nie mogła nas ominąć.
- W takim razie... Wytłumaczysz mi o co chodziło twoim przyjaciołom, gdy mówili, no właściwie krzyczeli, kiedy się domyślili czegoś o czym ja nie mam pojęcia?
- Wierzysz w magię, czary i tak dalej?
- Ostatnio zaczynam wierzyć w wiele dziwnym rzeczy...
- No to pomyśl sobie, że magia istnieje. Wampiry nie mają tak wielkiego problemu, jak strzygi, jeśli chodzi o to, o czym ci opowiem. Widzisz... Jest taki pradawny czar zwany damorem. Gdy strzyga spotka osobę, tę odpowiednią, która jest dla niej przeznaczona, pada na nią damor. Wtedy już nie ma odwrotu. W momencie, gdy damor pojawia się u strzygi, ona nie może opuścić tego lub tej jedynej. Nawet jeśli ta osoba nie odwzajemnia uczucia, strzyga musi być blisko, chronić. Wtedy liczy się bezpieczeństwo tej przeznaczonej. Zazwyczaj dzieje się to raczej między strzygami. To chyba jest normalne, że strzyga zakochuje się w strzydze. Niestety czasami zdarza się, że strzyga zakochuje się w kimś innego gatunku. Wtedy próbuje przekonać ukochaną lub ukochanego do przemiany w takiego jak on lub ona. Jednak to może stać się tylko nam, wampirom i manpirom. Inne gatunki społeczeństwa nie mają odpowiedniego DNA. W takim przypadku strzyga próbuje spędzić wszystkie możliwe dni z ukochaną, a gdy nadchodzi śmierć drugiej połówki... strzyga cierpi. Robi wszystko by i on zginął.
- To... jest straszne!!!
- Najgorsze jest to, że... To właśnie na mnie padł damor. W tym gorszym przypadku.
Jacek wyglądał jakby miał się zaraz rozpłakać. Nagle nabrałam ochoty, by go pocieszyć, ale mój, z opóźnieniem, zaczął łączyć wątki.
- Czekaj... Czy ty próbujesz mi przez to przekazać, że ten damor padł na ciebie, bo ja się pojawiłam w twoim życiu?
- Tak... Wiem, że w twoim życiu już się wiele zmieniło, ale chyba niestety zmieni się jeszcze więcej.
- Co przez to rozumiesz ?
- Do obozu zbliżają się manpiry.


piątek, 9 maja 2014

Rozdział II. Kim jestem

- No wyjdź z ukrycia herosku – usłyszałam po raz wtóry te słowa – nie chcemy ci zrobić krzywdy.
- Nie mamy czasu na zabawę w kotka i myszkę. Wyjdź z ukrycia – powiedział ten chłopak. Wiedziałam, że zaraz się zdenerwują i mnie znajdą.
Nie musiałam długo czekać. Już po chwili naprzeciwko stał TEN chłopak. Miał śliczne blond włosy uczesane w artystyczny nieład. Był ubrany bardzo elegancko – aż zdziwiłam się, że będąc w lesie w ogóle się nie ubrudził. Najbardziej jednak zadziwiły mnie jego oczy. Tęczówki chłopaka miały barwę krwi, a białka miał lekko zaczerwienione. Zazwyczaj tak wygląda ktoś kto niedawno płakał, on jednak wyglądał cały czas jakby był z czegoś zadowolony. Bardzo mi się to nie podobało. Bałam się odezwać, bo nie wiedziałam jak może zareagować. Po chwili podeszła do niego jego koleżanka.
Była ona rudowłosa, a jej oczy wyglądały tak samo jak oczy chłopaka. Różnili się oni strojem. Ona nie była ubrana elegancko, jak jej towarzysz. Ruda miała na sobie sportowe ciuchy.
- Jak się nazywasz, herosku ? - zapytała.
- Dlaczego nazywacie mnie heroskiem ? - zapytałam nie mogąc się powstrzymać.
- Ach to dlatego tak dziwnie pachniesz. W swoim czasie się dowiesz. Ale teraz odpowiedz na moje pytanie.
- Jestem Janice, a wy czerwonoocy ?
- Patrz zauważyła – powiedziała z ironią.
- Ja jestem Jacek, a to jest Shaunee – odpowiedział mi towarzysz tej rudej.
- Kim wy jesteście ? Co chcecie ze mną zrobić ? - zapytałam zdziwiona, że się nie zająknęłam.
- To długa historia. Dopóki nie dowiesz się kim jesteś i tak nam nie uwierzysz. Czekasz na kogoś ?
- Tak... ale będzie dopiero rano.
- Dobrze. Widzisz to ognisko ? Przyjdźcie do nas jak tylko osoba na którą czekasz się zjawi. - Jacek patrzył mi prosto w oczy jak to mówił. Nie mogłam się nie zgodzić.
- A jak was obudzę ?
- Oto się nie martw. Jestem pewny, że jeszcze bardzo długo nie będziemy spać. Tymczasem życzę miłej nocy. Do zobaczenia, Janice.
Nagle Jacek i Shaunee zniknęli. Znów byłam sama a przy ognisku było słychać śmiechy.
Wróciłam do namiotu. Wzięłam moją komórkę do ręki i spojrzałam na godzinę. Otworzyłam szeroko oczy,bo na zegarku była już 7.00. Nie wiedziałam jak to jest możliwe, natomiast byłam pewna, że niedługo przyjdzie Abbie. Miałam rację. O 8.00 ramiona mojej kuzynki otulały mnie.
- Abbie musisz gdzieś ze mną pójść – powiedziałam, zanim jeszcze siebie puściłyśmy.
- Gdzie ? - zapytała zaskoczona.
- Do obozu osób, które przyszły do mnie w nocy. Proszę !
- No... dobrze. Zaprowadź mnie.
Szłam z Abbie prosto do ogniska, gdzie grupa Jacka się zatrzymała. Byłam tak podekscytowana ! Nie mogłam przestać o nim myśleć.
- Witaj Janice. - Niespodziewanie usłyszałam głos Jacka.
- Cześć Jacek. To jest Abbie – pokazałam na moją kuzynkę, która miała taki wyraz twarzy, jakby miała zaraz uciekać. - Wszystko w porządku ? Nagle zbladłaś.
- Może ja ci wytłumaczę, Janice – wtrąciła się ta ruda, Shaunee – zazwyczaj ludzie na nasz widok uciekają, po czym zostają zjedzeni, bo to im nic nie daje. Jednak Jacek stwierdził, że on na to nie pozwoli jeśli chodzi o ciebie.
Ostatni wyraz powiedziała z takim niesmakiem, że poczułam się bardzo nie lubiana. Przecież w moim domu, w Horspolis, wszyscy mnie wręcz wielbili !
- A więc Abbie – zaczął Jacek – Może powiesz Janice kim jest i co ją może spotkać ? No i kim my jesteśmy i tak dalej ? Czy może to ja mam jej opowiedzieć to w taki sposób, jak ja to widzę ?
- Jesteś straszny ! - krzyknęła moja kuzynka. Jacek pozostał jednak niewzruszony – Janice. Ty... jesteś dzieckiem boga. - wybełkotała Abbie.
- Tak wiem przecież. Od kiedy tylko pamiętam, wszyscy mi mówią, że jestem dzieckiem bożym i tak dalej.
- Nie takiego boga. Kojarzysz bogów z mitologii ? Jeden z nich jest twoim rodzicem. A ty, tak jak ja, jesteś herosem. Ci tutaj...
- Czekaj... takiego boga jak Zeus, Posejdon, Hades czy Atena ?
- Tak, dokładnie.
- Matko święta ! Dobra skończ zdanie.
- Ci tutaj to strzygi. Wampiry, które zabiły kogoś ze swojej społeczności dla nieśmiertelności.
- Naprawdę ? - spojrzałam na Jacka.
- Tak... zabiłem kogoś, ale to nic takiego... - odpowiedział mi, patrząc prosto w moje oczy, w jego spojrzeniu widziałam, że tego nie chciał, choć wyraz jego twarzy mówił dokładnie co innego.
- Abbie, a są też inne stworzenia o których powinnam wiedzieć ?
- No cóż... Jacek weź jej powiedz, ja już powiedziałam za dużo, a tak to będzie na ciebie. - Zdziwiłam się, że moja kuzynka skierowała się do Jacka, jednakże dobrze rozumiałam dlaczego ona nie chce mi tego mówić. Przecież ukrywała przede mną, kim jestem, a jak już to odkryłam, to zrozumiałam, że nie jest to fajne.
- Są też inne stworzenia. Oczywiście są tacy, którzy są dla większości pokarmem, czyli czytaj ludzie, o których zapewne wiesz wszystko – wstrząsnął mną dreszcz, bo mówił o ludziach, jakby byli przekąską ! - ale są też wilkołaki i manpiry. Manpir jest dzieckiem człowieka i wampira.
Teraz to Jacek otrząsnął się z obrzydzenia. Dlaczego ? Nie mam pojęcia, ale intuicja mi mówi, że wkrótce się dowiem.
- Okropieństwo – nie wiedziałam dlaczego to mówię, ale miałam wrażenie, że to właśnie muszę powiedzieć. Kolejne zdanie samo wyszło z moich ust, kierowane zwykłą ciekawością – A którego boga jestem dzieckiem ?
- Janice... - zaczęła Abbie, w której głosie, rozpoznałam, że jest zdruzgotana – żeby się tego dowiedzieć, musiałabyś zwiedzić cały świat ! No, chyba,że...
- Chyba, że co ?
- Chyba, że twój rodzic sam by cię poinformował o swojej tożsamości.
- Pff to chyba za życia nie dowiem. A kto jest twoim rodzicem, Abbie ?
- A...
- Ekhm – odezwała się jedna strzyga – Jacku, a może tak z łaski swojej nas przedstawisz ?
- A tak... - zaczął Jacek, z niepewnością w głosie, choć na jego twarzy malowała się pewność siebie, jakiej jeszcze u nikogo nie widziałam – To jest Maylin – wskazał na blondynkę, która w bardzo niemiły sposób przerwała mojej kuzynce – to Meybell – pokazał czarnowłosą dziewczynę – A to jest Eric i Mojmir – najpierw pokazał na szatyna, a potem na kolesia z niebieskimi włosami. Ten o niebieskich włosach trochę mnie przeraził.- Shaunee już znacie.
- Taak... miło mi was poznać.
- Nam ciebie również – odpowiedzieli razem Maylin, Eric i Mojmir. Po Jacku i Shaunee spodziewałam się, że mnie tego nie powiedzą, ale Meybell ? Kompletny brak szacunku dla księżniczki. Nawet jeśli nie wie, że nią jestem.
- No powiedział Jacek, teraz już trochę bardziej entuzjastycznie – skoro już wszyscy się poznaliście czas coś zjeść.
Wszystkie strzygi zaczęły się śmiać, a Abbie złapała mnie za rękę i zaczęła się cofać. Nie rozumiałam jej reakcji, ale domyśliłam się, że miała powód tak zareagować.
- Ej ! - wrzasnął Jacek by uspokoić swoją świtę, zresztą z powodzeniem. - nie będziemy nikogo jeść – spojrzał po każdym ze swoich towarzyszy. Usłyszałam pomruki niezadowolenia. - upieczemy sobie pianki lub kiełbaski. Abbie... zjecie z nami ?
- Nie będziemy przekąską ? - zapytała niepewnie. Przestała już się cofać,ale nadal stała gotowa do ucieczki i nawet nie poluźniła uścisku na mojej ręce.
- Nie będziecie. - zaśmiał się – Jesteście naszymi gośćmi. Możecie wziąć swoje rzeczy i przynieść do naszego obozu. - spojrzał na mnie – Obiecuję, że nic się wam nie stanie. A i Abbie, lepiej rozluźnij uścisk, bo zaraz Janice nie będzie miała czucia w ręce.
Moja kuzynka posłuchała rady Jacka, za co byłam bardzo wdzięczna. Moja ręka naprawdę była już cała czerwona.
- O nie ! - krzyknęła Meybell. Jej reakcja była strasznie dziwna zważywszy na to, że właściwie nic się nie stało – Jacek ? Czyżbyś … ?
- To nie twoja sprawa ! - wrzasnął.
- Czyli tak. O matko !
- O co wam chodzi ? - zapytałam.
- Janice... to sprawy strzyg … lepiej byśmy się nie wtrącały. - powiedziała spokojnie Abbie, ale w jej głosie wyczułam lekką nutkę strachu.
- I tak się dowie. Jacek, powiesz jej teraz czy może kiedy sam stwierdzisz, że byłeś idiotą, że wcześniej się nie dowiedziała ? - Powiedziała Shaunee, ale jej słownictwo było straszne. W moim domu nikt nie śmiał nawet powiedzieć czegoś obraźliwego na temat któregoś z mieszkańców, ale do niego ? To już po prostu zniewaga. Wolałam jednak się nie odzywać, żebym nie wpadła w tarapaty. Gdy patrzę na Abbie, mam wrażenie, że już jesteśmy w trudnej sytuacji. Ja jednak jestem przyzwyczajona, do tego by być w całkowitym spokoju, nie ważne jak bardzo jest źle.
- Dziewczyny przestańcie. Dziewczyna dopiero dowiedziała się kim jest – czy na pewno się dowiedziałam ? Nie byłam tego taka pewna. - Ledwie usłyszała o tym co ją otacza, jakie stworzenia. Dajcie jej spokój – Dopiero po chwili poznałam, że osobą, która to mówiła, był Mojmir, ten o niebieskich włosach. - Jemu też dajcie spokój.
- Wiecie co... muszę się położyć – po chwili Jacek westchnął – a nie... przecież i tak nie zasnę.
Ewidentnie wszystkie strzygi rozbawiła ta wypowiedź, ja jednak nie do końca rozumiałam w czy tkwi problem.
- Dlaczego ? - zapytałam więc po chwili śmiechu.
- Musisz się wiele nauczyć Janice. Strzygi nie śpią. A tutaj, nie zbyle powodu się znajdujemy. Jest tu bardzo ciemno. Nie dociera tu światło słoneczne, jak już pewnie zauważyłaś.
- Czyżby... robiła wam się krzywda od słońca ?
- Brawo laluniu. - powiedziała z sarkazmem Shaunee – a teraz, jeśli pozwolisz, udamy się gdzieś, gdzie wy nie będziecie nam przeszkadzać. Wy w tym czasie coś ze sobą zróbcie. Najlepiej pójdźcie po wasze rzeczy, przynieście je tutaj i tak dalej.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział I. Trzynaste urodziny.

Obudziłam się dość wcześnie, jak na mnie. To znaczy o 10.00. Przypomniałam sobie, że dziś jest 25 lipca, moje urodziny. Tata zawsze psuje moje przyjęcia. Nieważne czy przy pomocy mojej siostry czy bez.
Poszłam do garderoby.
-Znowu to samo - pomyślałam - co ja mam na siebie założyć ?
Moja garderoba ma powierzchnię 50m². Wszędzie są wieszaki, więc trudno znaleźć coś dla siebie. Każdy stojak zawiera ubrania o innym kolorze. Podeszłam do tego na którym wiszą niebieskie. Wybór i tak był trudny, jednakże skoro to moje urodziny, to musiałam się ubrać elegancko. Wybrałam więc sukienkę bez ramiączek sięgającą moich kolan. Uwielbiam ją, głównie ze względu na to,że jest mojej ulubionej barwy,morskiej (Nie rozumiem dlaczego wisi między niebieskimi rzeczami, przecież to dwa różne kolory !)
Wyszłam z garderoby trzymając wieszak z sukienką. Wzięłam bieliznę, po czym poszłam do mojej łazienki.
Weszłam do wanny, która zmieściłaby 3 osoby. Kąpiel z bąbelkami zawsze działała na mnie odprężająco, więc i tym razem pomogła. Przestałam myśleć o wszystkim.
Po godzinie, wyszłam z łazienki ubrana, czysta i uczesana. Niestety w dniu moich urodzin muszę mieć na sobie diadem, więc musiałam uczesać się w koka. Jakoś wytrzymałam, jednak przy związanych włosach czuję się strasznie odkryta.
- Beznadzieja - mruknęłam - mam tam wyjść prawda? - spytałam się postaci w lustrze. Ona jednak nie chciała mi odpowiedzieć, co zresztą mnie nie zdziwiło. - no to... wychodzę.
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Otworzyłam drzwi mojej sypialni i ruszyłam prosto do jadalni. Przecież nawet księżniczka musi coś jeść. Przeszłam cały hol i znalazłam się w jadalni. Usiadłam przy wielkim, dębowym stole, w czasie gdy kucharka przyniosła mi śniadanie.
- Dziś naleśniki dla panienki - powiedziała - życzę smacznego.
Obsługa zawsze zapomina o moich urodzinach, dlatego też nie składają mi nigdy życzeń. Jadłam powoli naleśniki, bo chciałam jak najpóźniej wyjść do ogrodu.
Gdy już zjadłam, wyszłam. W pewnym momencie usłyszałam głos kogoś z obsługi, mówiącego :
- Idzie.
Wiedziałam, że jak tylko przekroczę próg domu usłyszę głośną muzykę.
- Kiedyś muszę to zrobić - pomyślałam - więc czemu nie teraz ?
I otworzyłam drzwi. Usłyszałam moją ulubioną muzykę graną z każdej strony. Nawet nie zauważyłam, gdy podszedł do mnie ojciec.
- Witaj Janice.
-Cześć tato - odpowiedziałam. Wiedziałam, że zaraz przemówi do wszystkich z naszego miasta, dlatego moje policzki zrobiły się czerwone. Zawsze tak się ze mną dzieje, gdy jestem zdenerwowana.
-Janice ?
-Słucham ?
-Odpowiesz na moje pytanie ?
-Jakie pytanie ? Przepraszam, zamyśliłam się.
-Zapytałem czy jesteś gotowa na moją przemowę ?
-Aaa... tak. Zaczynaj, proszę.
Skinął głową i stanął na podium.
-Drodzy mieszkańcy Horspolis - zaczął - jak pewnie wiecie dziś są urodziny mojej córki, Janice - rozległy się oklaski - ponieważ są to jej 13 urodziny, musiałem podjąć bardzo ważną decyzję. Nie będę wiecznie żył, muszę wybrać następczynie tronu. Będzie nią nikt inny jak Janice !
Myślałam, że zaraz eksploduję. Ja mam być przyszłą królową ?! Nagle wszystko stało się rozmazane, a wkrótce nic nie widziałam

***

-Janice ! Janice ! - usłyszałam znajomy głos.
-Yhm... ? - mruknęłam sennie.
-Nic ci nie jest ! Na szczęście - rozpoznałam w tym głosie Abiegail, moją kuzynkę.
-Co się stało Abbie ? - zapytałam. Zaczęłam się podnosić z mojego łóżka na którym w tajemniczy sposób się znalazłam.
- Zemdlałaś. Na szczęście byłaś nieprzytomna tylko przez pół godziny - uścisnęła mnie - tak się cieszę, że nic ci się nie stało.
- Hmm no cóż ja też.
- Rozmawiałam z twoim ojcem.
- Jest bardzo źle ?
- Jest bardzo dobrze ! Do czasu aż będziesz mogła usiąść na tronie, jesteś pod moją opieką. Mam ci służyć radą, pocieszeniem, ochroną i przyjaźnią oczywiście.
- Czyli to nie był sen ?
- Nie. Będziesz królową. Annabeth to się nie spodobało.
- Jakby jej się cokolwiek podobało - przewróciłam oczami. Uwielbiałam rozmawiać z Abbie, bo zawsze mogłam być wobec niej szczera.
- Janice ? Jesteś gotowa na nieprzyjemną wiadomość ?
- Gadaj.
- Muszę cię uczyć angielskiego.
- Ojciec ci kazał prawda ? - spojrzała na mnie smutno. Mój ojciec zawsze prosi o przysługi, ale sam nigdy nie pomaga.
- Janice jestem pewna, że razem damy sobie radę.
- Nie o to chodzi !
- A o co ?
- Chodzi o to, że... mam wrażenie, że mój ojciec coś przede mną ukrywa.
- Też mi się tak wydaje - nie dowierzałam własnym uszom. Abbie zauważyła, że coś z nim nie tak ?
Nagle usłyszałyśmy czyjeś wrzaski. Nie wychodziłyśmy z mojej sypialni, bo nie byłyśmy pewne co się dzieje. Chwilę później, Annabeth otworzyła drzwi od mojego pokoju, z takim hukiem, że echo poszło na cały dom.
- Dlaczego niby ty ?! - wrzasnęła.
- O co ci chodzi Annabeth ? - zapytałam spokojnie, będąc wdzięczna mojemu głosowi, że nie załamał się podczas tych słów.
- Dlaczego to ty masz być królową ?!
- Nasz ojciec tak zadecydował, nie miałam na to wpływu. - zaczęłam bać się tego, co Annabeth knuje. Na szczęście z pomocą przyszła mi Abbie.
- Dziwisz się swojemu ojcu ? Annabeth, czemu nie zostaniesz królową ? Pomyśl. Bo jesteś samolubną jędzą.
- Jak śmiesz ! - wrzasnęła Annabeth - Janice oddaj mi diadem, bo inaczej !
- Bo inaczej co, Annabeth ?! Nie pozwolę ci jej skrzywdzić ! - po czym zrobiła coś czego kompletnie się nie spodziewałam po Abbie. Kopnęła tak mocno moją siostrę, że aż zemdlała. Pomyślałam, że to nie było możliwe.
- Wow, Abbie. Zaczynam się ciebie bać. - powiedziałam oniemiała.
- Jak nauczę cię kilku kopniaków będziesz ode mnie lepsza - mrugnęła do mnie - a teraz szybko się pakuj. Musimy uciekać, zanim nas ktoś znajdzie.
- Cccooo ? Aaaale dlaczego ? Przecież...
- Janice mamy mało czasu. Pakuj się i uciekamy stąd.
Spanikowana pobiegłam do swojej garderoby. Wzięłam największą moją torbę i spakowałam do niej mnóstwo ciuchów, bo nie spodziewałam się wrócić do domu prędko. Spakowałam też kilka moich kart bankowych i kredytowych, bo przecież Abbie musi mnie zabrać gdzieś, a chyba tanio tam nie będzie.
- Gotowa - odparłam.
- To dobrze. Teraz musisz pokazać, że jesteś szybka. Biegnij za mną, aż nie krzyknę JUŻ. - powiedziała Abbie i zaczęła biec.
Biegłam zaraz za nią. Skończyłyśmy biec chyba po 10 minutach. Byłyśmy w lesie, a ja, ledwo mogłam oddychać.
- Już.
- Co to za miejsce ?
- Czy to ważne ? Jesteś tu bezpieczna. Na razie.
- A co mi może zagrażać ?
- Nie ważne. Możesz tu na mnie poczekać ? Jutro wrócę.
- A gdzie idziesz ? I gdzie będę miała spać ?
- Idę do zamku. Muszą myśleć, że sama uciekłaś. Masz - podała mi śpiwór - zaraz sobie rozłożysz w namiocie. Ja go postawię.
To ostatnie powiedziała po tym jak zaczęłam sięgać do worka z namiotem.
- Abbie jesteś taka kochana - dałam jej całusa w policzek - dlaczego to robisz ?
- Nie umiem ci tego wyjaśnić. Po prostu... jesteś moją małą kuzynką.
- A tam. To tylko 5 lat różnicy - machnęłam ręką - Ja wiem, że coś jest na rzeczy.
- Janice... musisz się położyć. Najbliższy tydzień będzie ciężki dla ciebie - powiedziała, mi to z takim smutkiem, że aż zaczęłam się zastanawiać co to może znaczyć.
- Idziesz już ?
- Niestety. Będę tu jutro, obiecuję.
- No... dobrze. - powiedziałam lekko się jąkając - Do zobaczenia.
- Do jutra, Janice.
I poszła. Zostałam sama, w lesie. Nie rozumiem jak można spać w namiocie. Przecież jest całkowicie niepraktyczny !
Co się będzie teraz działo - pomyślałam - Przecież teraz całe moje życie się zmieni.
***
- Nienawidzę lasu - pomyślałam.
Ucieszyłam się, że wzięłam mój zestaw wilgotnych chusteczek. Nie musiałam być tak bardzo brudna. Wytarłam się wszędzie gdzie mogłam i zaczęłam się przebierać.
Założyłam na siebie czerwoną bluzkę i czarne, długie spodnie. Wiedziałam, że to właśnie w tych ubraniach nikt mnie nie rozpozna. Popsikałam się swoimi swoimi ulubionymi perfumami - pachną kokosami.
Nagle usłyszałam szmer. Na początku pomyślałam, że to może Abbie zmierza w moją stronę. Jednak zamiast zobaczyć śliczne, blond włosy mojej kuzynki, ujrzałam kruczoczarne warkocze zbliżające się w moją stronę z wielkim impetem. Już po chwili z krzaków, wyłoniła się moja siostra, Annabeth.
- Witaj siostrzyczko - powiedziała z ironią w głosie - jak miło znowu cię widzieć.
- Annabeth - zająknęłam się mówiąc jej imię - jak ty tu ... ? co ty tu ... ?
- Jak tu się dostałam ? Co tu robię ? To jest chyba oczywiste. Jestem tu by się ciebie pozbyć. A dostać się tu nie było trudno. Twoje perfumy czuć z bardzo daleka.
- Annabeth, nie rób tego. Przecież... nawet jeśli to ja będę królową, to ty będziesz mieszkać na zamku.
- Ale mnie chodzi o to bym ja była królową, a ciebie nie było w moim zamku !
- Annabeth... - nie skończyłam nawet zdania, moja siostra kopnęła mnie w brzuch. Wszystko zaczęło mi się rozmazywać. Zobaczyłam uśmiech Annie, a potem już tylko ogarniała mnie ciemność.


***

- Aaa ! - krzyczałam zanim jeszcze się obudziłam.
Myślałam ciągle – to był tylko sen...- ale nie mogłam powstrzymać myśli, że mogło to się zdarzyć. Żeby się przekonać musiałam spojrzeć na brzuch. Nic się z nim nie stało. Nie było siniaków, blizn ani krwiaków.
Ciągle myślałam o tym, co teraz może robić Abbie. Spojrzałam na ekran mojego telefonu na którym zobaczyłam, że jest dopiero 6.00. Pewnie moja kuzynka spała, a ja nie chciałam jej przeszkadzać.
Nagle w oddali zobaczyłam jasny kształt i usłyszałam śmiech. Bałam się kto to może być i co tu robi. Wyszłam z namiotu i przez przypadek nadepnęłam na gałązkę. Chichoty ucichły. Słyszałam tylko, jak bije moje serce. Z miejsca w którym wcześniej była huczna zabawa, zaczęły iść w moją stronę dwie postaci. Zaczęłam się cofać, lecz tamci chodzili w nienaturalnie szybkim tempie. Nie miałam szansy uciec.
Zbliżające się postaci, zatrzymały się za krzakami nieopodal mojego namiotu. Próbowałam przyjrzeć się im i jedyne co udało mi się wywnioskować, to to, że był to jakiś chłopak i dziewczyna.
Usłyszałam jak odezwała się dziewczyna:
- Ty też to czujesz ? - zaczęła wąchać – to...
- Heros – dokończył zdanie chłopak – ale jakiś taki... niepewny, nie znający siebie.
- To dlatego z daleka nie dało się go wyczuć. Chodź.

Znowu zaczęli iść. Nie rozumiałam tego zdania o herosie,ale nie sądziłam, że mogło tu chodzić o mnie. Niestety los był odmiennego zdania.

piątek, 4 kwietnia 2014

PROLOG

Jestem Janice. A dokładniej księżniczka Janice. Jestem córką króla.
Zawsze wychowywałam się w wielkim domu, który jednak nie był zamkiem, jak można by sobie wyobrażać. Wychowałam się w bogactwie, dostatku i niewiedzy.
Wraz z moją 2 lata starszą siostrą, Annabeth, nie spodziewałyśmy się, że nasze życie mogło się tak zmienić. Gdy to piszę mam 14 lat. Chcę wam opowiedzieć o tym, co mnie spotkało rok temu.
Nie proszę was o wyrozumiałość. Wiem, że byłam zarozumiała. To przez to, jak i gdzie się wychowałam. Dopiero poznanie prawdy zmieniło wszystko. Może moja historia, wytłumaczy wam moje zachowanie, a może nie.
11 lat temu powiedziano mi, że moja matka nie żyje. Miałam 3 lata, ledwo nauczyłam się mówić. Rozumiałam co do mnie mówią, ale nie pojmowałam znaczenia tych słów. Przez rok nie wiedziałam co się stało z moją matką, a później... zapomniałam o tym, że ktoś taki istniał. Moja siostra jednak, była wystarczająco duża, by zrozumieć znaczenie słowa „śmierć”. Stała się inna. Zaczęła być kapryśna, nie słuchała, gdy ktoś coś do niej mówił. Gdy skończyła 9 lat, poznała Adama. Wspierał ją, ale jednocześnie przez niego zaczęła wymykać się z domu. Po roku, nasz ojciec, koronował ją na księżniczkę. Nie zachowywała się, jak powinna, dlatego też tata, nie był z niej dumny.

Nasze prawo mówi, że gdy król ma kilka córek, w dniu 13 urodzin najmłodszej z nich musi oznajmić, która z nich ma być następczynią tronu. I właśnie tym chciałabym zacząć swoją opowieść.